Film „Życie prywatne” to historia Rachel i Richarda. Małżeństwa w średnim wieku. Rachel nie może zajść w ciążę. O upragnionym rodzicielstwie ona i on pomyśleli być może trochę za późno, a może pojawiły się inne przeszkody. Małżonkowie mają za sobą próby adopcyjne, a w czasie trwania akcji filmu – in vitro. Jednak zarówno w jednym, jak i drugim przypadku – nie udaje się. Wówczas w ich życiu pojawia się Sadie – młodziutka bratanica Richarda, która właśnie porzuciła studia. Nie bardzo wie, co chce robić w życiu i potrzebuje schronienia i opieki. Sadie uwielbia ciocię i wujka, a na pewno bardziej niż własnych rodziców, którzy nie do końca popierają jej artystyczne, życiowe wybory. Rachel i Richard kiedyś związani byli z teatrem, pisarstwem, ze sztuką. Rachel dalej pisze książki. Całą trójkę łączy nić porozumienia.
„Życie prywatne” – świetnie pokazana historia z wyjątkowo udanymi rolami trójki aktorskiej.
Rachel i Richard wcześniej zmagali się ze skomplikowanymi procedurami adopcyjnymi. Teraz dźwigają na plecach ciężar badań, kwalifikacji, stymulacji, tzw. transferu zarodków, a przede wszystkim potężnego stresu związanego z całym procesem in vitro. Jednak zarówno Kathryn Hahn grająca Rachel jak i Paul Giamatti w roli Richarda wyciągają ze swoich ról i z sytuacji, w jakiej się znaleźli jako filmowe małżeństwo wszystko, co najlepsze. Są prawdziwi w pokazywaniu bardzo różnorakich emocji. Patrząc na nich ma się wrażenie, że są kimś, kogo znamy, kimś, kto naprawdę ma takie problemy. Kimś kto radzi sobie z nimi tak, jak każda inna osoba – raz lepiej, raz gorzej. Jako widz, siedziałam bardzo, bardzo blisko nich, bo film jest bardzo intymny. Ale jednocześnie nie na tyle, by czuć zażenowanie.
Pojawiająca się w życiu Rachel i Richarda Sadie (w tej roli Kayli Carter) wnosi powiew świeżości w emocjonalny kryzys, w jakim znajdują się małżonkowie. Wnosi również powiew… nadziei.
W „Życiu prywatnym” czułość przeplata się z delikatną ironią.
Reżyserka i zarazem autorka scenariusza Tamara Jenkins pokazała tak trudny, momentami traumatyczny temat, z serdecznością, czułością, pobłażliwą ironią oraz pewną dozą poczucia humoru. Nie ma w tej opowieści ani niesamowitych zwrotów akcji, ani sztucznych, szczęśliwych zakończeń. Ale nie ma też w nim chyba nadmiernego dramatyzmu. Kolejny raz również robię ukłon w stronę Paula Giamattiego – to mega wszechstronny aktor. Tutaj, ze swoim spojrzeniem pełnym egzystencjonalnego bólu jest po prostu doskonały. Pisałam o nim przy okazji filmów „Bezdroża” i „Przesilenie zimowe”.
Ostatnia scena, gdy Rachel i Richard ze swoją rozczulającą bezsilnością namalowaną na twarzach, siedzą przy kawiarnianym stoliku, jest czymś wyjątkowym. Scena bez słów. Kibicujemy im, mamy nadzieję. Albo niedowierzamy. Albo przeczuwamy, co mogłoby się stać dalej. Gdyby nie przesuwające się napisy na ekranie.
Film „Życie prywatne” dostępny na platformie Netflix.
zdjęcie: filmweb.pl