Od razu zaznaczę, że film „Wredne liściki” nie jest jakoś specjalnie odkrywczy, ani spektakularny. Ale ma w sobie kilka rzeczy, które mnie ujęły. To bardzo fajna scenografia i kostiumy oddające specyfikę małego angielskiego miasteczka po I wojnie światowej. To również wspaniałe role dwóch głównych bohaterek – Edith (Olivia Colman) oraz Rose (Jessie Buckley). Obie panie spotkały się już kiedyś w innym, świetnym filmie pt. „Córka”.
Edith, kobieta w średnim wieku jest zamknięta w przestrzeni narzuconych przez ojca stereotypów, głębokiej wiary i czegoś jeszcze, co będzie musiało w końcu wybuchnąć. Jej młodsza sąsiadka – buntownicza, wyzwolona i bezpośrednia Rose jest jej zupełną przeciwnością.
Miasteczko jest porządne, cała jego fasada jest schludna i ładna. A jednak skrywa brudne sekrety. Mieszkańcy tej małej społeczności, w której wszyscy wszystkich znają, zaczynają otrzymywać anonimowe listy z obraźliwymi treściami. Zaczyna się powierzchowne, stereotypowe, ukierunkowane na jedyne właściwe zakończenie dochodzenie.
Film inspirowany jest prawdziwą sprawą z lat 20. XX wieku w Anglii, znaną jako littlehampton letters scandal, gdzie anonimowe, wulgarne listy wywołały lokalną histerię i proces sądowy.
Film „Wredne liściki” czasem czarnym wręcz humorem przykrywa uprzedzenia klasowe, stereotypowe zachowania wobec tych, którzy nie pasują do norm oraz mizoginię i hipokryzję. Sporo tu przemyconych poważnych i ważnych tematów, ale mimo tego film jest lekki, trochę zabawny i przyjemnie się go ogląda.
Film „Wredne liściki” dostępny m.in. na platformach: MAX, Canal+, Prime.
Zdjęcie: filmweb.pl